Spis treści
Opinia · Polityka międzynarodowa
Wenezuela w okresie przemian: pięć czynników na rzecz demokratycznego wyjścia
Pięć dynamik – chroniczny brak legitymacji, hamulec represji, niewykonalność gospodarcza kontynuacji, zamknięcie zaworu migracyjnego oraz opozycja zjednoczona wokół Machado – które wskazują, że demokratyczna transformacja pozostaje możliwa.
https://conciencia-democratica.vercel.app/articulos/venezuela-en-transicion-cinco-factores-salida-democratica?lang=plAutor Felipe Galli6 czerwca 202611 min czytania
Pogłębiona lektura
Od czasu amerykańskiej operacji wojskowej, która 3 stycznia zatrzymała Nicolása Maduro i wywiozła go z Wenezueli, przebieg późniejszych wydarzeń jest przedmiotem intensywnej debaty. Donald Trump i Marco Rubio wygłaszają sprzeczne (a czasem wątpliwe) deklaracje, które jedynie generują większą niepewność, podczas gdy problemy w Iranie i ich zainteresowanie Kubą zdają się wskazywać – w oczach pewnych obserwatorów, którzy sami siebie określają mianem "realistów" – na kontynuację tymczasowego reżimu Delcy Rodríguez (przez dziesięciolecia jednej z głównych hierarchów dyktatury chavistowskiej), ale podporządkowanego amerykańskim interesom gospodarczym i dyplomatycznym.
Niemniej jednak ta teza (broniona w wielu przypadkach przez obrońców reżimu chavistowskiego lub analityków, którzy przed 3 stycznia bronili idei, że Nicolás Maduro będzie rządził krajem w nieskończoność) zderza się z kilkoma elementami, które – zdaniem piszącego – wskazują, że demokratyczna transformacja jest nadal możliwym wynikiem.
Pomijając niezaprzeczalny fakt, że demokratyczna transformacja jest zbędna dla wszystkich zaangażowanych aktorów (z wyjątkiem opozycji wenezuelskiej i samej ludności kraju), musimy podkreślić istnienie pięciu kwestii, którymi w swoim czasie reżim chavistowski mógł rozporządzać na swoją korzyść, by utrzymać się przy władzy. Gdy brakowało jednej, reżim kompensował ją inną, zastępując legitymację polityczną represją, represję manipulowanymi dialogami, dialogi gospodarczym tlenem, a niestabilność gospodarczą ucieczką migracyjną.
Jednakże, w wyniku zbiegu czynników, dzisiejszy reżim wenezuelski jest pozbawiony tych pięciu sprzyjających elementów. Wymienimy te czynniki, rozumiejąc, że są one integralną częścią aktualnej sytuacji problemu wenezuelskiego i że dzisiaj grają na korzyść demokratycznego wyjścia w krótko- lub średnioterminowej perspektywie.
![]()
1. Legitymacja polityczna
Reżim chavistowski doszedł do władzy drogą wyborczą za sprawą Hugo Cháveza i, choć dziś toczą się intensywne debaty na ten temat, jest niezaprzeczalne, że w swoim czasie cieszył się przytłaczającym poparciem społecznym. Ogromna część Wenezuelczyków (większościowa czy nie) zwróciła się do projektu chavistowskiego z fanatycznym, niemal religijnym zapałem. Cieszyli się więc legitymacją polityczną. Całkowita różnica w stosunku do dzisiejszej rzeczywistości.
Choć jest to prawda banalna, warto ją przypomnieć i podkreślić jeden szczegół: reżim chavistowski był już pozbawiony legitymacji wobec ogromnej większości ludności wenezuelskiej w momencie amerykańskiej interwencji 3 stycznia, ale brak legitymacji tymczasowego reżimu Delcy Rodríguez idzie znacznie dalej, gdyż nie ma jej nawet wobec tej samej (osłabionej i resztkowej) bazy aktywistycznej chavizmu.
Jeśli mamy przeznaczyć fatalistycznej analizie sytuacji wenezuelskiej dogmatyczne stosowanie absolutystycznego realizmu, warto zatem nie ograniczać się do przyjmowania aktualnych rzeczywistości i przestać zaprzeczać rzeczywistościom poprzednim: Nicolás Maduro przegrał, marginesem 37 punktów, wybory prezydenckie 28 lipca 2024 roku. Choć niepopularność reżimu była już uznawana za fakt dany przez znaczną część wiarygodnych monitoringów zewnętrznych, istnieje dystans między tym a istnieniem niemal niepodważalnego zdjęcia (poprzez protokoły wyborcze pobrane bezpośrednio z maszyn do głosowania) pokazującego dyktatora otrzymującego połowę głosów oddanych na kandydata opozycji.
Od tego momentu brak legitymacji rządzącego reżimu wobec ludności wenezuelskiej staje się przewlekły, a jego możliwości jej odzyskania – zerowe. Prawie dwa lata po tym fakcie nie ma wątpliwości, że przytłaczająca większość Wenezuelczyków chce zmiany politycznej.
Z kolei interwencja zmusiła reżim do ustępstw gospodarczych i dyplomatycznych wobec Donalda Trumpa, których oczywiście nie może odmówić (w przeciwnym razie by to zrobił). To zdziesiątkowało samą dyskursywną bazę chavizmu: nieprzejednany nacjonalizm twardej linii oraz represje jako uzasadnienie obrony "narodowej suwerenności" wenezuelskiej przed "imperialistyczną agresją". Reżim nie posiada już dyskursu legitymizującego, który uzasadniał samo jego istnienie wobec krajowej publiczności (rozumianej jako jego przekonani aktywiści) oraz międzynarodowej (globalnych ruchów i przestrzeni politycznych, które bronią chavizmu).
Tak więc polityczna nielegitymacja chavizmu po 3 stycznia weszła w nową fazę: nie tylko nie cieszy się żadną legitymacją wobec Wenezuelczyków w ogóle, ale nawet nie ma jej wobec samych chavistów, generując dyskursywny ślepy zaułek.
Akceptuje się, że fakt, iż "ludzie tego chcą", nie wystarcza, by wymusić zmianę. Jednakże utrzymywanie nieskończenie i bezterminowo u władzy reżimu z zerowym poparciem publicznym i akceptacją społeczną opartą wyłącznie na strachu przed represją niesie inne bardzo wysokie koszty, których – w obecnej sytuacji Wenezueli – reżim chavistowski nie jest w stanie ponieść. Był w stanie przed 3 stycznia, ale już nie jest.
2. Represje na wielką skalę
Gdy reżim nie cieszy się legitymacją lub pełną akceptacją, kompensuje to represją. Jeśli reżim chavistowski uwięził ponad 2000 osób w okresie po 28 lipca 2024 roku, a w okresie od jego ustanowienia w 1999 roku do dziś popełnił niezliczone zbrodnie przeciwko ludzkości, nie zrobił tego z czystego, arbitralnego sadyzmu. Każdy stłumiony protest, egzekucja, więzień polityczny i torturowany odpowiada na cel: zterroryzować Wenezuelczyków, by ich bezpośrednie bezpieczeństwo dominowało i nie zbuntowali się.
Mając to na uwadze, od 3 stycznia Wenezuela podjęła nieśmiałą, ale niezaprzeczalną liberalizację. Setki więźniów politycznych zostało zwolnionych, w tym znaczące postacie struktury opozycyjnej, takie jak Juan Pablo Guanipa i niemal cała federalna i stanowa hierarchia partii María Coriny Machado, Vente Venezuela. Między innymi ogłoszono zamknięcie Helicoide (centrum zatrzymań będącego emblematem dyktatury).
Otwarcie zobaczyło także większą swobodę manewru dla prywatnych mediów, które ponownie zaczęły nadawać krytyczne raporty na temat sytuacji gospodarczej i politycznej. Liderzy ruchów studenckich, rodziny więźniów politycznych i przywódcy opozycji ponownie mają dostęp do wywiadów w mediach kontrolowanych przez państwo. Doszło nawet do transmisji wypowiedzi samej Machado za pośrednictwem Venevisión, po raz pierwszy od ponad ośmiu lat, kiedy reżim tolerował jej obecność w telewizji krajowej.
Niemal automatycznie po nadejściu tej liberalizacji, osłabione, ale liczne społeczeństwo obywatelskie Wenezueli (po dwóch latach pełnego kneblowania, ale z dziesięcioleciami demokracji i mobilizacji w przeszłości) zaczęło odzyskiwać teren. Najpierw ruchy studenckie i grupy obrony praw człowieka, a potem ponownie partie polityczne rozpoczęły cykl mobilizacji i protestów, które – choć letnie i słabe – oznaczają odmowę rezygnacji ze strony szerokich sektorów ludności.
Znaczna część społecznego spokoju, którym Wenezuela żyje dziś, zależy od dobrej woli wielu Wenezuelczyków, którzy mają nadzieję na transformację. Gdyby nie nastąpiła ona w krótko- lub średnioterminowej perspektywie, możliwość powrotu do gwałtownych protestów i strajków, które naznaczyły dekadę 2010, daleko nie jest niemożliwa. Portret Wenezuelczyków jako narodu "apatycznego" lub "biernego", który tak bardzo zaludniał ostatnio sieci społecznościowe, nie powinien być traktowany jako poważna ani realistyczna analiza, lecz jako dyskwalifikacja.
Tymczasowy reżim Delcy Rodríguez nie może wykonać represji na wielką skalę, nawet jeśli ekscesy i arbitralność państwa nadal się zdarzają. Wykonanie tego nieuchronnie prowadziłoby (w krótkim okresie) do niestabilności społecznej, której reżim nie może sobie pozwolić, ponieważ zagroziłoby to kruchemu porozumieniu, jakie utrzymuje z Donaldem Trumpem. Mogłoby to skutkować nie tylko powrotem do bezpośredniej presji militarnej (której, jak już pokazali, nie są skłonni stawiać oporu), lecz także ponowną blokadą gospodarczą, która zaszkodziłaby inwestycjom, jakich Wenezuela tak bardzo potrzebuje, by rozwiązać kryzys.
![]()
3. Prymat ekonomii
Brak zainteresowania Donalda Trumpa i zagranicznych inwestorów demokracją, który został podniesiony jako podstawowy argument pesymistycznej tezy, zderza się z rzeczywistością: wszystko, co im odpowiada, przechodzi przez polityczną zmianę w Wenezueli. Szacowany czas, jaki zajmuje rafinacja wenezuelskiej ropy i odbudowa jej dotkniętej infrastruktury przemysłowej, szacuje zwrot z inwestycji na co najmniej dekadę. Biorąc pod uwagę zagrożenie, jakie dla kontynuacji obecnej sytuacji stanowi nieuchronne odejście Trumpa w styczniu 2029 roku, inwestorzy potrzebują, by do tego czasu Wenezuela miała rząd inspirujący minimalne zaufanie konieczne do tego, by interes był wykonalny.
Problem polega na tym, że całe zaufanie, jakie zbiera tymczasowy reżim Delcy Rodríguez, ironicznie zależy od tego samego, od czego zależy jego reżim, by utrzymać się przy władzy: od zewnętrznego nacisku ze strony Trumpa. Dwie dekady konfrontacji, arbitralnych wywłaszczeń, korupcji na historycznie rekordową skalę i złego zarządzania państwem unieważniają wszelką legitymację wobec jakiejkolwiek potencjalnej inwestycji. Nic nie gwarantuje sektorowi naftowemu, że sprzyjające środowisko do inwestowania w Wenezueli utrzyma się, gdy tylko Trump odejdzie. I choć Trump może kłamać przed odejściem, ani im to nie zmieni panoramy, ani nie powstrzyma ich od próby wpływania na rzecz korzystnego dla nich rozstrzygnięcia.
Równocześnie Wenezuela nie odnotowuje wyraźnej poprawy w swojej sytuacji społeczno-gospodarczej, a ogólny stan kraju jest zły. Skoro przeciętny Wenezuelczyk nadal walczy o pokrycie swoich podstawowych potrzeb, jest bardzo mało prawdopodobne, by spadł na poziom zadowolenia wystarczający, by "zrezygnować się" na kontynuację chavizmu. Pomiędzy tym, spadkiem represji i zerową legitymacją polityczną nie ma zbyt wielkiej marży (przynajmniej w średnim terminie), by chavizm zdołał ponownie umocnić się przy władzy poprzez społeczną tolerancję.
4. Migracja
Wykluczywszy już legitymację polityczną, represję i poprawę gospodarczą jako opcje, reżim historycznie uciekał się do migracji jako zaworu bezpieczeństwa. Od wybuchu kryzysu wenezuelskiego ponad dziewięć milionów osób (około 30 % populacji krajowej, co samo w sobie reprezentuje więcej niż otrzymał Edmundo González w wyborach 2024) opuściło kraj. Wenezuelski kryzys migracyjny (największy, jaki kiedykolwiek wydarzył się na kontynencie amerykańskim) wywołał wstrząsy i debaty społeczne na całym kontynencie, od Stanów Zjednoczonych po resztę Ameryki Łacińskiej.
Wewnątrz Wenezueli wpływ polityczny był korzystny dla reżimu: znaczna część początkowych wygnańców należała do sektorów tradycyjnej bazy opozycyjnej. Wielu z tych, którzy mogliby pokierować buntem lub zainspirować wewnętrzną zmianę (w szczególności młodzież), zdecydowało się opuścić kraj wobec zastoju dróg politycznych i powstańczych. Niektórzy analitycy uważają kryzys migracyjny za jeden z głównych czynników, dla których chavizm nie mógł być dotąd usunięty z władzy.
Niemniej jednak interwencja Donalda Trumpa w Wenezueli nie ograniczyła się do militarnej. Jego rząd podjął silnie potępioną ogólną ofensywę antyimigracyjną z zakazami wjazdu i deportacjami na wielką skalę. Podobnie, od 3 stycznia naprzód, wiele krajów wykorzystało atmosferę "normalizacji" do tego, by zacząć ograniczać wjazd Wenezuelczykom na swoje terytorium. Mówiąc krótko, gdyby chavizm zdecydował się trwać dalej, Wenezuelczykom, którzy zdecydowali się emigrować, znacznie trudniej byłoby opuścić kraj i osiedlić się legalnie w innym.
Skoro migracja, dla wielu Wenezuelczyków, już nie jest możliwością, im nie pozostanie inna opcja niż pozostać w kraju i, wobec prawdopodobieństwa, że ich warunki będą zależeć od pragnienia reżimu chavistowskiego, by przylgnąć do władzy, działać konsekwentnie.
5. Wewnętrzne problemy opozycji
W momentach autentycznego nacisku społecznego atutem przychylnym reżimowi było wykorzystywanie problemów wewnątrz opozycji, podsycanie wewnętrznych podziałów między jej "radykalnymi" i "dialogowymi" frakcjami (w których wykorzystał infiltrację lub manipulowanie grupami opozycyjnymi) lub organizowanie procesów "dialogu", w których negocjowano bardzo małe ustępstwa w zamian za to, by hierarchia opozycyjna zluzowała presję uliczną lub nawet międzynarodową. Z szeregu powodów ta opcja również nie jest już na stole.
Dzisiaj opozycja jest mocno zjednoczona wokół María Coriny Machado. Ikoniczna liderka i Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla katalizuje poziom przylgnięcia, jakiego żaden inny polityczny przywódca w ostatniej dekadzie nie zdołał zebrać, nie tylko wewnątrz opozycji, lecz ogólnie od śmierci samego Hugo Cháveza. Próby krajowych i zagranicznych mediów, by umniejszyć jej poparcie ("dyrygentka opozycji" lub "liderka radykalnego skrzydła opozycji"), nie zakończyły się sukcesem, a operacje mające na celu medialne odbudowanie zdyskredytowanych postaci (takich jak Henrique Capriles czy Manuel Rosales) lub zbudowanie alternatywnych przywództw uległych reżimowi nie odniosły skutku. Większość sondaży nadal sytuuje Machado jako najpopularniejszą polityczną liderkę kraju.
Oprócz publicznego poparcia, znaczna część opozycyjnej hierarchii partyjnej, którą jest Plataforma Unitaria (choć w swoim czasie była z Machado w konflikcie), przyłączyła się instytucjonalnie i politycznie do jej przywództwa. Choć dzieje się to w sposób wymuszony lub warunkowy, żaden sektor, który publicznie się od niej odcina, nie może twierdzić, że zbiera wystarczające poparcie, by stać się zagrożeniem – ani by zakwestionować jej przywództwo, ani by przynieść korzyść reżimowi.
Powodem tego, poza niezaprzeczalną osobistą zdolnością Machado do mobilizowania, jest oczywista dyskredytacja każdego polityka, który dzisiaj zwołuje jakikolwiek proces, którego rezultatem w krótkiej lub średniej perspektywie nie jest zmiana polityczna. Mówienie o "dialogu", "dbaniu o przestrzenie" czy "pojednaniu" z trybuny, na której nie ma Machado, jest na ogół przyjmowane z zimnem. Wynika to z wydarzeń 28 lipca. Oczywiste fałszerstwa wyborcze, sposób, w jaki zostały odkryte, oraz późniejsze działania reżimu Maduro aż do jego przymusowego usunięcia 3 stycznia wyczerpały drogi instytucjonalne (w szczególności głosowanie) i obnażyły całkowitą niegotowość dyktatury do uczciwego dialogu. Od tego momentu propozycje takiego dialogu są postrzegane jako akt służalczości.
Wobec niemożności osłabienia przywództwa Machado, jedynym sposobem zluzowania politycznego napięcia byłby dialog, w którym wzięłaby ona udział. Bez niej podstawowa funkcja dialogu (generowanie na poziomie międzynarodowym wrażenia politycznego pojednania i, w najgorszym razie, delegitymizacja przywództwa opozycyjnego wobec jego własnego elektoratu) nie istnieje. Zdjęcie Delcy Rodríguez z Caprilesem, Rosalesem lub jakimkolwiek innym przywódcą tzw. "alacranes" nie wywoła żadnego skutku.
Problem polega na tym, że Machado dała jasno do zrozumienia, że nie zaakceptuje negocjacji, które nie obejmują w pełni wolnych wyborów prezydenckich. To znaczy pod przejrzystym organem wyborczym i z nią jako kandydatką.
Ponownie wpadamy w ten sam ślepy zaułek dla reżimu: wobec rozpaczliwej sytuacji gospodarczej i całkowitego braku legitymacji politycznej chavisci nie mają żadnej możliwości wygrania wolnych wyborów przeciwko Machado, ale nie mogą sobie też pozwolić na ignorowanie na zawsze jej publicznego poparcia, chyba że oznaczałoby to twardą represję, której w tym momencie nie są w stanie wykonać, lub nową falę migracyjną (której nie są w stanie wygenerować).
![]()
Wnioski
Pięć analizowanych dynamik (chroniczna nielegitymacja, mniej represyjne otoczenie, niewykonalność gospodarcza kontynuacji, zamknięcie zaworu migracyjnego oraz opozycja zjednoczona wokół María Coriny Machado) nie działa w izolacji. Wzajemnie się wzmacniają i tworzą wąski korytarz możliwości, którego tymczasowy reżim Delcy Rodríguez raczej nie zdoła pokonać. W tym kontekście utrzymanie status quo nie jest już darmowe. Wymaga kosztów, których chavizm w obecnym stanie dyskursywnej, militarnej i gospodarczej słabości nie jest w stanie ponieść.
Oczywiście żadna transformacja nie jest w pełni zagwarantowana. Są w tej chwili turbulencje, próby sabotażu i momenty niepewności. Istnieją także czynniki (od skromnych demokratycznych referencji znacznej większości kluczowych aktorów aż po rolę wojska i narkohandlu). Jednak całkowite zaprzeczanie kierunkowi, w jakim idą fakty, w imię fatalistycznego realizmu, nie jest już prawdziwym realizmem: jest przyjmowaniem najbardziej pesymistycznej postawy możliwej i sugerowaniem, że nią jest.
To, co jest pewne, to że demokratyczna idea nie jest skazana w Wenezueli. Po latach chavistowskiej tragedii kraj znajduje się – być może po raz pierwszy od długiego czasu – w obiektywnych warunkach, by zacząć zamykać najczarniejszy rozdział swojej współczesnej historii.
Udostępnij
Dla Instagrama: skopiuj link i wklej go w relacji lub wiadomości prywatnej.
Kontynuuj z

Opinia · Polityka międzynarodowa
Populizm i Trump jako wyraz nierównego społeczeństwa
Religia polityczna, która stawia amerykańską demokrację pod znakiem zapytania — i jednocześnie ujawnia społeczne żądanie.
Juan Tomás Jara Masson

Opinia · Polityka międzynarodowa
Zmierzch węgierskiego autorytaryzmu
Po prawie dwóch dekadach nieliberalnych rządów, rezultat na Węgrzech ponownie otwiera możliwość republikańskiego powrotu. Refleksja nad kruchością demokracji w obliczu autorytarnego populizmu.
Juan Tomás Jara Masson

Opinia · Polityka międzynarodowa
Kamerun uczy się od senegalskiej demokracji
Z kameruńskiej perspektywy: niedawne demokratyczne przemiany władzy w Senegalu obnażają zmęczenie demokracji zawłaszczonej przez jednego człowieka od ponad czterdziestu lat.
Marie Flore Mboussi

Comentarios
Todavía no hay comentarios. Abrí la conversación.
Iniciá sesión para comentar. Iniciar sesión