Spis treści
Opinia · Esej humanistyczny
Rasizm i ksenofobia: w jaki sposób stereotypy poniżają kondycję ludzką?
Po Mistrzostwach Świata 2026 pomnożyły się ksenofobiczne ataki na Argentyńczyków. Manifest przeciw rasizmowi, przeciw fałszywemu zastosowaniu amerykańskich kategorii rasowych do społeczeństwa historycznie i konstytucyjnie integrującego, oraz obrona ludzkiej godności jako zasady niepodlegającej negocjacji.
https://conciencia-democratica.vercel.app/articulos/racismo-xenofobia-estereotipos-condicion-humana?lang=plAutor Juan Tomás Jara Masson30 lipca 202610 min czytania
Pogłębiona lektura
Piszę te słowa jako Argentyńczyk i z tego zakątka globalnego południa. Zawsze odczuwałem odrazę wobec rasizmu i ksenofobii, bez względu na to, gdzie i przeciw komu się przejawiały. Znieważenie godności osoby tylko dlatego, że jest osobą, podważa samą istotę ludzkiej kondycji.
Muszę przyznać, w tym momencie, że te dni nie były wyjątkiem. To, co zaczęło się jako rywalizacja sportowa, przekształciło się w coś znacznie bardziej niepokojącego, gdy media społecznościowe zalały oskarżenia przeciwko mojemu krajowi i jego ludziom. Nazwano nas dzikimi, niecywilizowanymi, aroganckimi, głodomorami czy rasistami. Jakby tego było mało, przedstawiono nas jako przedstawicieli zła na Ziemi i powiązano nas, w sposób równie uproszczony co fałszywy, z określonymi pozycjami międzynarodowymi tylko z powodu rządu, który dziś sprawuje władzę w moim kraju.
Eskalacja nienawiści wykroczyła poza świat cyfrowy. Stowarzyszenie Migrantów Argentyńskich Rezydujących w Hiszpanii odnotowało między dwadzieścia cztery a dwadzieścia sześć zgłoszeń w dniach po finale: pobicia na ulicy, nękanie w miejscach pracy, a nawet ugodzenie nożem młodego mężczyzny. Jego przewodniczący opisał to, co się wydarzyło, jako kampanię odczłowieczenia poprzedzającą agresje, podsycaną przez wideo manipulowane sztuczną inteligencją i przez publikacje przypisujące niemal pół milionowi Argentyńczyków tam mieszkających stanowisko argentyńskiego Rządu w sprawie Gazy. Do tego doszły donosy twórców treści, którzy zapewniali, że skontaktowała się z nimi agencja PR gotowa im zapłacić za rozpowszechnianie w sieci przekonania, że postępy reprezentacji są ułatwiane.
Warto być precyzyjnym i wyjaśnić dwie rzeczy, zanim pójdziemy dalej. Pierwsza: nic z tego nie jest przypisywane Hiszpanom — te epizody dokonali pojedynczy ludzie, a znaczna część reakcji potępienia wyszła z samego hiszpańskiego społeczeństwa. Wpaść w odwrotny stereotyp byłoby dokładnie błędem, który ten tekst potępia. Druga: władze poszczególnych krajów nie zgłosiły wspólnego wzorca łączącego wszystkie nagłośnione epizody, więc każdy przypadek trzeba oceniać indywidualnie. Powiedziawszy to, ogólny klimat jest udokumentowany przez samą FIFA. Jej Służba Ochrony w Mediach Społecznościowych przeanalizowała ponad sześć milionów publikacji podczas fazy grupowej Mistrzostw Świata 2026, zidentyfikowała osiemdziesiąt dziewięć tysięcy jako obraźliwe, zablokowała sto osiemdziesiąt jeden tysięcy komentarzy, skierowała tysiąc kont do dochodzenia i wykryła sto przypadków prawnie ściganych. Zwraca uwagę to, że rasistowskie obelgi wzrosły do jedenastu procent całej obraźliwej treści, trzy punkty więcej niż w Katarze 2022.
Osobiście, chociaż mieszkam we własnym kraju, także otrzymałem wiadomości od osób z zagranicy, które sądziłem, że znam. Niektóre nie tylko minimalizowały krzywdy doznane przez moich rodaków: posunęły się do usprawiedliwiania ich, twierdząc, że były „zasłużone". Ta postawa była dla mnie szczególnie bolesna, gdyż pokazuje, do jakiego stopnia uprzedzenie może odczłowieczać drugiego aż do punktu, w którym staje się akceptowalne dyskryminowanie go ze względu na jego narodowość.
Nie zamierzam tym tekstem zaprzeczać istnieniu Argentyńczyków, którzy zachowali się w sposób obraźliwy lub dyskryminujący; taka postawa byłaby intelektualnie nieuczciwa i przeciwskuteczna względem celu tych linii. W istocie muszę przyznać, że niektóre postacie naszego rządu niestety wzmacniają uprzedzenie, które powtarza się o naszym kraju. To tutaj więc okazuje się nieodzowne przypomnieć, że nie można sądzić całego narodu po działaniach niektórych jego członków, i że nie jest też uprawnione odpowiadać na uprzedzenie stereotypowymi obelgami przeciwko temu samemu narodowi.
Albowiem rasizm wychodzi właśnie z negacji ludzkiej kondycji. Twierdzenie, że my, Argentyńczycy, jesteśmy warci więcej lub mniej niż inni ludzie, ponieważ urodziliśmy się w konkretnym punkcie półkuli, nie jest niczym innym jak reprodukcją mowy nienawiści: ksenofobią wyrażoną w narodowych stereotypach, która tylko utrwala mechanizm, który mówi, że potępia.
Gdy sprowadzamy miliony ludzi do karykatury, przestajemy widzieć jednostki, a zaczynamy widzieć wyimaginowanych wrogów. Ta logika napędzała niektóre z najciemniejszych epizodów historii ludzkości, a dziś towarzyszy wzrostowi skrajnej prawicy w różnych miejscach świata. Zatem wszelka forma dyskryminacji wychodzi z tej samej zasady: zaprzeczyć godności osoby z powodu przynależności do określonej grupy.
W konsekwencji moje odrzucenie rasizmu i ksenofobii nie zależy od narodowości ofiar ani od popularności sprawy. Nienawiść należy odrzucać w każdym momencie i okoliczności, kimkolwiek byłby jej adresat. Odrzucam ją, gdy dzieje się na zewnątrz, odrzucam ją, gdy dzieje się w Argentynie, i odrzucam ją także, z tym samym przekonaniem, gdy jest wymierzona w Argentyńczyków.
Czy jesteśmy krajem rasistowskim?
Powiedziawszy to, jest coś szczególnie niesprawiedliwego w piętnie rasisty przyklejanym jednemu z najbardziej integrujących społeczeństw półkuli. Niech będzie jasne: Argentyna jest krajem z ogromną liczbą problemów, i każdy, kto zna tę ziemię, wie, jak bardzo się na nie skarżymy. W polityce jesteśmy równie namiętni jak w piłce nożnej, ale w sensie, który zamiast nas jednoczyć, przeciwstawia nas w rowie o historycznych korzeniach. Być może sport jest wspólnym mianownikiem cierpiącego ludu, zdolnego wyrażać się w sposób irracjonalny i zarazem cudowny, który co jakiś czas rozstrzyga swe różnice w uścisku z obcym albo z przeciwnikiem politycznym.
Ale wróćmy do pytania, które nas dotyczy: czy jesteśmy krajem rasistowskim?
Pytanie jest, co najmniej, bolesne dla każdego Argentyńczyka, w którego rodzinie jest dziadek imigrant, który przybył zbudować nowe życie w kraju tak różnorodnym, jak i integrującym. Historia, która się nie zmieniła i nie zamierza się zmienić, zbudowana na fundamentach Konstytucji, która obejmuje cudzoziemca, gdy proponuje sobie zapewnić dobrostan ogólny „dla wszystkich ludzi świata, którzy chcą zamieszkiwać ziemię argentyńską".
Od wolności łon uchwalonej przez Zgromadzenie Roku XIII w 1813 roku, po pełne zniesienie zapisane w Konstytucji z 1853, która ogłaszała wolnym każdego niewolnika przez sam fakt postawienia stopy na terytorium; poprzez historię Hotelu Imigrantów lub bohaterów, którzy bronili naszej wolności i niepodległości, jak María Remedios del Valle; a nawet przez to, że byliśmy jedynym krajem kontynentu amerykańskiego z prezydentem pochodzenia arabskiego i urodzonym w islamie, lub goszczącym jeden z największych meczetów Ameryki Łacińskiej kilka metrów od synagog i kościołów tego samego miasta, konfigurując tym samym rozległe terytorium narodów tak różnorodnych kulturowo, religijnie i etnicznie, jak zjednoczonych w jednym odczuciu: to wszystko składa się na tożsamość patriotyzmu integrującego.
Hotel Imigrantów, Buenos Aires. Archiwum Generalne Narodu.
A jest jeszcze pewna dana, której żadna interpretacja nie może przepisać. W spisie z 1914 roku blisko trzydzieści procent ludności kraju stanowili cudzoziemcy, a w Buenos Aires ocierało się to o połowę. Stany Zjednoczone nigdy nie przekroczyły piętnastu procent w swoim własnym szczycie migracyjnym. Żadne społeczeństwo przyjmujące ery nowoczesnej nie wchłonęło porównywalnej proporcji nowo przybyłych, i żadne nie zrobiło tego, jak zrobiła Argentyna, bez rasowych kwot przyjęć ani reżimu prawnej segregacji.
Imigranci właśnie przybyli do portu Buenos Aires, początek XX wieku.
Dane porównawcze też nie potwierdzają oskarżenia. Argendata z fundacji Fundar wzięła Integrated Values Survey odpowiadający okresowi 2017-2022 i zmierzyła, jaki procent ludności deklaruje, że przeszkadzałoby mu mieć za sąsiada kogoś innej etniczności. W Argentynie odpowiedziało twierdząco 2,7 %, rejestr niższy niż w Stanach Zjednoczonych (3,2 %), Francji (3,7 %) i Hiszpanii (12,7 %). Urugwaj odnotował najniższą wartość próbki, 0,6 %, a w przeciwległym krańcu pojawiły się Wietnam, powyżej 60 %, i Mjanma, z 70,4 %. Wyjaśniam to, co ratyfikował ten, kto rozpowszechnił daną: to nie dowodzi, że w Argentynie nie ma rasizmu, ani nie zamienia żadnego kraju z listy w przypadek beznadziejny — po prostu obala ideę argentyńskiej rasistowskiej wyjątkowości.
Ale wracając do tej idei powołania otwartych drzwi: to nie jest coś, co przejawia się tylko w opowieści założycielskiej — pojawia się także w prawie pozytywnym. W istocie, artykuł 20 Konstytucji ustanawia, że cudzoziemcy korzystają na terytorium ze wszystkich praw cywilnych obywatela, bez obowiązku naturalizacji, klauzula wyjątkowa w prawie porównawczym i obowiązująca od 1853 roku. Reforma z 1994, ze swej strony, nadała rangę konstytucyjną traktatom o prawach człowieka (między innymi Międzynarodowej Konwencji o Eliminacji Wszelkich Form Dyskryminacji Rasowej) i uznała etniczną i kulturową preegzystencję argentyńskich ludów rdzennych.
Jakby tego było mało, ta konstrukcja dopełnia się w ustawodawstwie. Ustawa 23.592 karze akty dyskryminujące i zaostrza kary, gdy pośredniczą motywy rasy, religii lub narodowości; Ustawa 25.871 uświęciła prawo do migracji jako niezbywalne i istotne prawo człowieka. A w Mieście Buenos Aires, podobnie jak w kilku prowincjach, cudzoziemcy zamieszkujący głosują. Można by dobrze poprosić tego, kto nas oskarża o ksenofobię, żeby wytłumaczył, dlaczego ten szkielet istnieje tutaj, a nie w kilku krajach, z których formułuje się oskarżenie.
W zgodzie z powyższym, tak często powtarzane zdanie, że „Argentyńczyk rodzi się tam, gdzie chce", nie brzmi obco w tym paradygmacie. Paradygmacie narodu bez murów, który oferuje zdrowie, edukację i szereg praw, którymi szczyci się znaczna część naszego ludu, ponieważ rozpoznaje się w nich. Jak dobrze mówił nam papież Franciszek, imigranta trzeba nie tylko przyjąć: trzeba go otoczyć opieką, chronić, promować i integrować.
Powie się, że to jest ziemia problematyczna, i to prawda: mamy tysiące nierozwiązanych konfliktów. Ale bycie ludem zamkniętym nie jest czymś, co nas charakteryzuje. Jesteśmy Argentyńczykami i, nawet w kryzysie, zawsze będzie miejsce dla jeszcze jednego. W istocie, w tych ostatnich latach międzynarodowej wrzawy nadal przyjmujemy tysiące uchodźców, którzy uciekają przed dyktaturami i wojnami. To jest to, kim byliśmy, i to, kim nadal będziemy.
Lud afroargentyński i oskarżenie, które się powtarza
A teraz, biorąc pod uwagę wagę niektórych oskarżeń, które godzą w naszą tożsamość, warto zatrzymać się przy jednym w szczególności: tym, które odnosi się do populacji afroargentyńskiej. Kiedy przypisuje się nam charakter kraju rasistowskiego, czy nawet dokonanie eksterminacji, jest to moment, aby to zdecydowanie odeprzeć i opisać proces jako to, czym naprawdę był: fenomen o korzeniach głównie klasowych. Wojny, w których Argentyna brała udział, żywiły się z najuboższych warstw; epidemie żółtej febry i cholery pustoszyły właśnie dzielnice, gdzie ta populacja mieszkała; a do tego doszła metysażacja. Warto pamiętać ponadto, że w Argentynie nigdy nie istniał reżim prawnej segregacji, ani rasowe kwoty przyjęć migracyjnych, ani zakaz małżeństw międzyrasowych. To, że jest rasizm, jak jest w każdym społeczeństwie tego kontynentu, nie upoważnia do przypisywania mu instytucji, których nigdy nie miał: pomylenie obu rzeczy jest dokładnie błędem tego, kto patrzy na nas kategoriami pożyczonymi.
Poza tym muszę wyrazić, że często cierpimy z powodu niesprawiedliwego kojarzenia z rządem, który w swych działaniach wywołuje wstyd w naszym ludzie. To nas jasno nie definiuje — nasza obowiązująca Konstytucja i tożsamość, która nas nakłania, nie dopasowuje się do rządu w danym momencie; gdyby tak było, bylibyśmy narodem dwubiegunowym, który radykalnie się zmienia co cztery lata. Mimo to, żadna flaga, żaden rząd, żadna partia i żadne wydarzenie sportowe nie usprawiedliwiają traktowania osoby jako niższej ze względu na miejsce, gdzie się urodziła, ani znieważania jej z powodu międzynarodowych stanowisk, których nigdy nie przyjęła i które są przypisywane wyłącznie stanowiskom Javiera Milei.
Warta jest jeszcze uwaga z zakresu polityki porównawczej. Ze wszystkim, co można zarzucić naszej ultraprawicy — a jest tego dużo — Argentyna nie wyprodukowała masowej siły politycznej, której osią organizującą byłoby odrzucenie imigranta. Nie mamy lokalnego odpowiednika francuskiego Frontu Narodowego, Alternatywy dla Niemiec czy Vox: tutaj debata publiczna strukturuje się wokół gospodarki, państwa i rowu, nie wokół granic.
I tam właśnie rezyduje sedno sprawy. To, co się na nas projektuje, to nie osąd moralny, lecz obcy ramy analityczne: kategorie rasowe skonstruowane, aby opisać społeczeństwo zorganizowane wokół linii koloru, zastosowane do innego, które strukturowało się historycznie wokół klasy. Bourdieu i Wacquant ostrzegali przed tym w przypadku brazylijskim ponad dwie dekady temu, mówiąc o wybiegach rozumu imperialistycznego: eksport amerykańskiego partykularyzmu w formie gramatyki uniwersalnej.
Nacjonalizm obywatelski i integrujący
Podsumowując, wiele było postaci publicznych, które ubrały swą piłkarską rywalizację w mowę nienawiści i które w ten sposób jedynie reprodukowały absurdalne uprzedzenia wobec całego narodu. Dlatego dziś, bardziej niż kiedykolwiek, wypada odzyskać to, kim jesteśmy i kim będziemy dla potomności. Rodzaj nacjonalizmu obywatelskiego i integrującego, wiernego idiosynkrazji kraju różnorodnego, z niektórymi z najliczniejszych wspólnot muzułmańskich, żydowskich i chrześcijańskich regionu, z Włochem („tano"), Galicyjczykiem („gallego"), Turkiem („turco") i Rosjaninem („ruso") zamienionymi w dzielnicowe przezwiska, oraz z tak wieloma społecznościami migracyjnymi nigdy nie segregowanymi, zawsze integrowanymi, a ponadto celebrowanymi co roku na festach wspólnot, które powtarzają się w całym kraju.
Święto Wspólnot. Każdego roku dziesiątki wspólnot dzielą się swą kulturą w różnych miastach kraju.
Zatem, do amerykańskiej kongresmenki Jasmine Crockett i pozostałych osobistości o znaczeniu, które podważyły naszą przeszłość i naszą teraźniejszość, można powiedzieć, że nie jesteśmy tym, co projektują. Jesteśmy globalnym południem, ze wszystkimi jego obecnymi wyzwaniami i problematykami; ale segregacja rasowa, białe supremacja i dyskursy antyimigracyjne nie stanowią charakterystycznych cech naszej idiosynkrazji. Warto pamiętać zatem, że ignorancja nie usprawiedliwia ksenofobii, i że jesteśmy odpowiedzialni za to, co robimy i mówimy. Trzeba by też zapytać, czy to wszystko nie wskazuje na oczekującą debatę: tę o anonimowości w mediach społecznościowych i o odpowiedzialności, jaka spoczywa na influencerach i osobach publicznych w chwili komunikowania się.
Niebezpieczeństwo więc nie tkwi w obelgi, lecz w tym, że oskarżenie prowadzi do ataków nienawiści i kończy się zinstrumentalizowaniem, aby powielić algorytm nieprzychylny współistnieniu w tych różnorodnych społeczeństwach. Jasne, jesteśmy krajem z wielkimi kryzysami i problematycznymi sytuacjami — ale jeśli coś jest oczywiste, to to, że wobec hegemona przystoi bunt, a wobec nietolerancji, otwartość i przyjęcie.
Udostępnij
Dla Instagrama: skopiuj link i wklej go w relacji lub wiadomości prywatnej.
Kontynuuj z

Opinia · Esej humanistyczny
Czy Argentyna jest krajem katolickim?
Nowe czytanie klasyka Alberta Hurtado w kluczu argentyńskim: pytanie nie brzmi, ilu obywateli deklaruje się jako katolicy, lecz jakie wartości kształtują dziś nasze wspólne życie.
Felipe Daniel Barrientos

Esej humanistyczny
Nielegalny homoseksualizm: Tam, gdzie prawo zabrania jego istnienia
Pięć zeznań z Nigerii, Kamerunu, Pakistanu oraz Trynidadu i Tobago, czyli krajów, w których przynależność do społeczności LGBT nadal jest przestępstwem. Dystans pomiędzy posiadaniem praw a uzależnieniem od szczęścia geograficznego.
Felipe Galli

Literacki · Esej humanistyczny
Świadomość wobec obojętności
Godność ludzka, odpowiedzialność publiczna i tradycja chrześcijańska w epoce zdominowanej przez kulturę marnotrawstwa i odrzucenia drugiego człowieka.
Juan Tomás Jara Masson

Komentarze
Brak komentarzy. Otwórz rozmowę.
Zaloguj się, aby komentować. Zaloguj się